Loading
  • Burza

    Cuuuudowna burza byla wczoraj w Warszawie. Moj A wracajac do domu stwierdzil ze wyprzedzil burze i idzie ona w innym kierunku. Gdy do niego wyszlam z domu juz troche padalo, parasoleczka byla na miejscu. Chetnym kroczkiem wsiadlam do samochodu i pojechalismy na obiecana mi pizze. gdy juz dojezdzalismy zaczelo lac. Coraz bardziej, calkiem mocno, az jak zaparkowalismy to mega mocno. Deszcz zaczol doslownie plynac z nieba. Gratisem zerwal sie wietrzyk. lalo tak bardzo ze przez plynaca strumieniem przednia szybe samochodu widzialam jedynie jakies kladace sie na tym wietrzyku ogromne drzewa. Na dach spadlo kilka galezi, ale ja uparcie ze chce na pizze. Wysiadlam, otworzylam parasol… i poczolam ze ktos oblewa mnie woda z wiadra. Tak, to ta burza postanowila mnie zmoczyc. Wsiadlam spowrotem do samochodu. Mokra, bardzo mokra. A zaproponowal ze odpuscimy, ja na to oczywiscie ze NIE  Podejscie nr 2: wysiadlam, trzymajac parasolke zaczelam sie zastanawiac o co mi ona i jak mam przejsc na druga strone samochodu do drzwi jeszcze suchego Andrzeja jesli pod samochodem plynie rzeka. Zaklnelam i stwierdzilam ze i tak w butach mampowodz. Wlazlam w rzeczke, poczolam jak orzezwiajaca woda obmywa mi kostki. Podeszlam do drzwi kierowcy, Andrzej wysiadl. Ruszylismy w strone pizzer czyli na druga strone skrzyzowania. I tu zonk. Srodkiem ulicy plynela nie rzeczka, a rzeka. I w tym momencie sie poddalam. A bylam 50m od ukochanej pizzy. Wrocilismy do samochodu kompletnie i jednolicie mokrzy jak para kochankow z pod prysznica. Tylko co tam do diabla robily ubrania? Nie, to nie bylo to samo. Wsiedlismy wiec i ruszylismy w droge powrotna. Przejechalismy 100m i musielismy stanac bo nie dalo sie jechac. Widocznosc na 2 metry, nie wiecej. Troche przeczekalismy. Nie tylko my, inni tez sie nie odwazyli. Gdy burza lekko ustala ruszylismy. Wjechalismy na nasza ulice. Juz na zakrecie widzialam to jezioro w miejsu gdzie zwyczajowo jst nowiutka nawierzchnia. Nie bylo jej. Abdrzej postanowil przejechac. Dal rade a ja tylko mamrotalam „nie stawaj, nie stawaj”.. Pierwsza pokonana, potem druga i trzecia. Po drodze makabryczne widoki polamanych drzew i galezi. Poprzewracane znaki drogowe. Dojechalismy na moj podjazd. Otwieram drzwi.. o jezioro… Juz mi bylo wszystko jedno. Wysiadlam, na stopkach poczolam przyjemna chlodna wode. Pobrnelam do furtki trzymajac w reku zlozona parasolke. Przyjemna burza 

  • Może również spodoba Ci się

    No Comments

    Leave a Reply

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    W celu zachowania najwyższej jakości usług wykorzystujemy informacje przechowywane w plikach cookies. Zmiany zasad korzystania z plików cookies można dokonać w ustawieniach przeglądarki.
    Polityka Cookies
    Zarządzanie plikami cookies
    OK