Loading
  • DESEO – uczta dla oczu, ale czy dla zmysłów?

    W czwartkowe popołudnie postanowiliśmy moje urodziny uczcić we trójkę czyli Ja, Andrzej i pies 🙂
    Pies był w sumie nieplanowany, ale plany planami a życie po swojemu.
    Suma summarum wieczór w trójkąciku 🙂
    Jako, że nie wszystkie kawiarnie są psiolubne postanowiłam zadzwonić i dopytać. Oczywiście można, usłyszałam, więc nie posiadając się z radości dokonałam oczywiście rezerwacji stolika.

    Nasz cel znajduję się na parterze budynku wielorodzinnego przy dość ruchliwej uliczce Saskiej Kępy.

    Kawiarnia jest dość mała, w środku znajdują się zaledwie 4 stoliki. Znacznie większa część kawiarni to strefa zamknięta dla gości – kuchnia, lub jak kto woli pracownia cukiernicza, przeszklona i w pełni widoczna dla gości. Nasz zarezerwowany stolik znajdował się właśnie przy przeszkleniu, dzięki czemu bez oporów można podglądać działania cukierników. A nie ukrywam, wyprawiają oni tam istne cuda.

    Jak już udało mi się odkleić wzrok od pracowni cukierniczej postanowiliśmy wybać, które z pięknych ciastek pochłoniemy.

    A wybór jest nie najmniejszy. Zarówno amatorzy smaków czekoladowych jak i owocowych znajdą tu coś dla siebie. Ba, największym zaskoczeniem był smak kozy, ale o tym zaraz.

    Proponowane tu łakocie są istnymi dziełami sztuki łechczącymi zmysł wzroku. Od samego patrzenia na witrynę ciężko się skupić na czytaniu tabliczek co się znajduje pod kolorowymi powłokami ciastek.

    Stoliki są ciasno poustawiane, mieścimy się jednak bez problemu we trójkę i nikt nie marudzi, że mu ciasno. Pies jedynie łypie okiem, co tu mu spadnie do pyska ze stolika.

    Naszym rozmarzonym twarzom nie ma konca, gdy wpatrujemy się w piękności, które właśnie wjechały na nasz stół na bardzo oryginalnych talerzykach w towarzystwie kawy.
    Tutaj chwila dla kawy. Ja kawę lubię. Miłuję. Wielbię. Ale jedynie tą najlepszą. Tutaj moje podwójne espresso mnie nie urzekło. Zbyt wodniste, przeciągnięte. Ot, poprawny dodatek do bohater głównego czyli ciastka. Na samą kawę tutaj bym nie przyszła. Andrzejowe Americano też poprawne, większego wspomnienia po sobie nie zostawiło.  
    Powyżej biała królowa wieczoru, jak to określiliśmy wspólnie czyli wspomniana wcześniej koza. Ciastko z kozim serkiem. Przepyszne, nieoczywiste, łamiące standard słodkiego ulepka skrywanego pod tak wyrafinowanym płaszczykiem. Wręcz wchodzące ciastko w wytrawny smak przyjemności. Andrzejowi udało się ustrzelić ostatnie z witrynki, chyba maja niezłe wzięcie.
    Ta kula przypominająca pomarańczę to raj dla zmysłu dla miłośników smaku owocowego. Lekko kwaskowate, nie przegięte ze słodyczą. Bliskie ideału. W środku mus skrywający niewielką galaretkę.
    Andrzejowe ciastko z herbatą Matcha. Mnie chyba najmniej ze wszystkich spróbowanych urzekło. Owszem, smak herbaty delikatny, acz dominujący. Tylko ten spód… Spód jest między innymi z preparowanego ryżu, znanego bardziej jako ryż dmuchany. Nie wiem w zasadzie co mam o tym napisać bo nie wywarło to na mnie żadnego innego wrażenia, poza myślą że jest to zbędne na tym talerzyku. I kiczowat? I sztucznawe takie? No niestety, tutaj nie trafione.
    „Biały przycisk” – tak mi się kojarzy to ciasteczko – z włącznikiem do światła na ścianie. A smak ma zacny. Owoców leśnych, jeżyn. Mus pod białą pieżynka również skrywa galaretkę a całość znajduje sie na idealnie chrupiącym ciasteczku tworzącym ciekawe dopełnienie całości.

    Ciasteczko jest tak urocze, że aż nie wstyd z nim zapozować.

    Z tego ciasteczka również najwięcej pies uszczknął, bo chrupiący spodzik idealnie się łamał na kawałki pasujące do psiego pyszczka.

    Mmmmm, ta mina mówi sama za siebie 😉
    Lokal jest urądzona w nowoczesnym stylu, prostym i przyjemnym. Nie ma tu spiny, panuje domowa wręcz atmosfera. Pani za barem chętnie opowiada o wszystkich ciastkach, o technikach wykonania.
    Krzątając się cukiernicy byli atrakcja nie tylko dla nas ale i dla psa, bowiem przeszklona ściana zaczyna się tuż od podłogi więc nawet najniższy klient jest zainteresowany co tam się dzieje.
    Na wynos również można kupić pralinki w pięknych kolorach.
    Smak… smak smak. Ideałem smak nie jest, jest bardzo oryginalny i niepowtarzalny dla każdej z pozycji, ale brakuje mi tego bum w ustach. Tych takich 10% intensywności w smaku więcej żeby poczuć te owoce rozwijające się na języku i eksplodujące sokiem w kubki smakowe. Jeszcze tego nie było, ale liczę, ze i do tego ekipa Deseo dojdzie by stać się numerem jeden na Warszawskim rynku wykwintnych słodyczy. Czego serdecznie życzę, bo miejsce jest przeurocze i przesympatyczne.

    My na pewno wrócimy po kolejną dawkę przyjemności dla zmysłów i w nadziei na rozwój umiejętności parzenia wyśmienitej kawy.

    DESEO

    Angorska 27

    Saska Kępa, Warszawa

  • Może również spodoba Ci się