Autentyczność? No bo o co chodzi w tych internetach?


Blogerów i vlogerów w ostatnim czasie robi się jak grzybów po deszczu by nie powiedzieć jak burków na podwórku… Choć jest wiele perełek to i niestety zdarzają się burki. Ale i takie znajdują swoich amatorów, więc dla każdego coś miłego się znajdzie 🙂
Ale, ale… O co chodzi w gruncie rzeczy w tych wszystkich blogach i vlogach? Tak, to jest post dla tych co jeszcze tego nie rozgryźli, czuja się nie uświadomieni, może zagubieni.


Do roboty wiec powiadam!
Autentyczność. Hasło przewodnie rozbrzmiewające niczym hejnał w Krakowie o godzinie 12.00. Slogan lubiany i szanowany, ale czy stosowany? No właśnie, tutaj wkrada się szczególik. Autentyczność w sieci pozwala zaskarbić sobie rzesze fanów, followerów, likerów oraz wszystkich tych, którym przypadamy do gustu. Ba, czasami nasze publikacje są tak dobre, że wyskakują na tablice osobom zupełnie nie związanym z naszym kręgiem zainteresowań i wtedy zaczyna się z ich strony heeeejt. Ale to temat odrębny. Wracamy do meritum.
Autentyczność w sieci to zagadnienie, w którym to co my przedstawiamy, co publikujemy jest prawdziwe, gdzie pokazujemy cząstke własnego świata.
Kiedyś świat okrążyło zdjęcie z backstage robienia zdjęcia na istagrama: na zdjęciu piękna filiżanka, książka i łyżeczka w idealnej synchronizacji na cudownie drewnianym stole. No cuuuudo, piękne, tylko czapki z głów za kunszt zdjęcia. A tuż obok zdjęcie zrobione szerszym kadrem gdzie widać że na potrzeby instagrama wszelaki pierdolnik na rzeczonym drewnianym stole został odsunięty kupką na bok poza kadr, obok dziecko właśnie się oblewa zupką, drze się wniebogłosy a ogólnie poza instagramowym kadrem panuje rozgardiasz godzien tornado, które właśnie przeszło przez pomieszczenie zbrodni. Z jednej strony chapeau bas za pokazanie tego backstegu robienia sweet foci na instagramika ale z drugiej strony jest to okłamywanie odbiorcy. No bo gdyby nie było zdjęcia z szerszym kadrem każdy bez mrugnięcia okiem uwierzył by, że autorka zdjęcia ma nieskazitelny porządek i symetrycznie poukładane łyżeczki w szufladzie. To jest właśnie kreowanie tego co ujrzy odbiorca.
No i tutaj pojawia się problem naginania tej czasoprzestrzeni. Wiele osób stara się być kimś innym, pokazywać same cudowności podczas gdy normalne życie niczym sinusoida to wzloty i upadki. Oczywiście oby tych upadków jak najmniej, ale nie oszukujmy się, zdarzają się każdemu.

Kiedyś był Big Brader, pamiętam jak wczoraj jak jako mała siksa podglądałam pseudo życie w domu wielkiego brata, a teraz mamy to szerzej dostępne. Właśnie dzięki mediom społecznościowym jak instagram, facebook, youtube.

O ile na zdjęciu można zawrzeć co się chce i lewą ręką zgarnąć cały bajzel podczas gdy prawą pstrykamy cudowną fotkę to już w przypadku filmów(zarówno tych dłuższych jak właśnie vlogi jak i tych krótkich przebitek) nie jest to takie proste i oczywiste.

Zdradzę Wam mój sekret: gdy oglądam media, niezależnie czy to zdjęcia czy filmiki zawsze, ale to zawsze zwracam uwagę na drugi plan. Ba, śmiem nawet rzecz że drugi plan interesuje mnie znacznie bardziej niż główny bohater, którego ryjka i tam nie zapamiętam, a jak na filmach gada to patrzeć na niego nie muszę 🙂 I wiecie co? Właśnie otoczenie, tło i wszystko co jest z tyłu mówi dużo więcej niż pierwszy plan. Przemyślcie to 😉

Oczywiście każdy, ale to każdy twórca ma jakąś tam swoja nieprzekraczalną granicę. Granicę poza którą palca nie przesunie i na przykład tyłka nie pokaże.
Oczywistym jest również, że publika lubi dramę, lubi show, lubi jak się jednak pokaże trochę za dużo.
Uważam jednak, ze każdy szanujący się artysta (tak, tak, vlogerzy, blogerzy to też artyści) powinien znać granicę nieprzekraczalną. Widziałam już wielu, który w imię popularności ta granice przekroczyli. Spadli potem szybko jak Ikar. Każdy powinien znać swoje możliwości, również swoją odporność psychiczna na media. Jest przecież oceniany,pokazuję cząstkę siebie i tylko od niego zależy jak zostanie odebrany.
I tutaj wracając do hasła przewodniego AUTENTYCZNOŚĆ należy też postawić sobie pytanie czy mamy co zaprezentować, czy to co pokażemy zainteresuje ludzi i czy przypadkiem nie będziemy musieli jednak naginać czasoprzestrzeń w przyszłości by zainteresowanie naszą osobą nie ustało. Bo niestety jest tak, że jak już raz skłamiemy to zostajemy wessani potem w wir kłamstw. Właśnie tego naginania prawdy (mniejszego lub większego) z którego bardzo trudno jest się uwolnić. A fani nie lubią być okłamywani.
Wniosek na koniec? Trzeba mieć bardzo dobrą pamięć co i komu się skłamało 😉

miłego dnia,

Magdalena Ryba

Szalona marzycielka, wieczna optymistka stąpająca po szarych realiach życia w wielkim mieście. Żona, psiara i artystka.

Może również Ci się spodoba:

LEAVE A COMMENT

| Tutaj też jestem |

FacebookyoutubeinstagramflickrFacebookyoutubeinstagramflickr

| Instagram |

Something is wrong.
Instagram token error.

| Tutaj jestem |

zBLOGowani.pl

doglovin.pl

Archiwa