Loading
  • Witaj nowy roku 2018!

    Witam Was w 2018 roku i.. obiecuję poprawę 🙂

    Tak, tak, mam zamiar regularniej blogować, zamieszać Wam interesujące wpisy.

    Nie da się ukryć, że Nowy Rok to szansa na jakieś zagarnięcie starego roku pod dywan i rozpoczęcie nowych przygód. Forma resetu, odcięcia się gruba krechą i szansy by nowe było lepsze, inne, ciekawsze. No, różniące się od tego w starym roku.

    Tak wiele osób postrzega magiczne przeskoczenie czterech cyfr w dacie. No i przeskoczyło i u mnie. 2018 rok to na pewno rok wyzwań.

    Ja nigdy nie byłam miłośniczka planerów, choć nie ukrywam, kiedyś notes prowadziłam gdzie miałam zaplanowane bardzo wiele. Potem się rozleniwiłam i zaprzestałam. Tego żałuję, bo jednak rozsądne planowanie pozwala zdecydowanie ulepszyć jakość swojego życia. Jak? A no przynajmniej w moim przypadku planowanie wymusza na moim mózgu uporządkowanie sobie dnia.
    Znacie to uczucie gdy nic nie musicie? Ja znam. Miałam spać do 9 ale przecież nic nie muszę, wiec jak już obudziłam się o tej dziewiątej rano to pokimam sobie jeszcze do 11. A o jedenastej mamy już pół dnia z głowy bo spaliśmy i w sumie śniadanie się jje koło 13, a o 15 to już ciemno się robi i trzeba na kanapie tylko wieczorny film obejrzeć. I w taki właśnie sposób przewaliłam cały dzień zasadniczo nic nie robiąc… A co w momencie, gdy jednak w planerze mamy coś wpisane? Ano wtedy gdzieś tam z tyłu głowy siedzi myśl, że jednak trzeba coś zrobić i wtedy jest szansa, że się za to weźmiemy. Ja wiem, wiem, we wszystkim trzeba mieć umiar, również w planowaniu.
    No właśnie, i tutaj pojawia się myśl, gdzie jest ta granica zachowania zdrowego rozsądku. No niestety, ja na to nie odpowiem, każdy ma jakąś swoja granicę wewnętrzna i trzeba jej po prostu poszukać.

    A co z moimi planami całorocznymi 2018? 🙂 Każdy takie snuje otwierając szampana w Sylwestra. Ja w zeszłym roku się zbuntowałam i nic nie zaplanowałam. Jak to wyszło? Z założenia nijako. Były jakieś wzloty i upadki, ale wielkie cele nie zostały zaplanowane i nie zostały osiągnięte. W tym roku stwierdziłam, ze tak być nie może i po ogarnięciu kacowego bólu głowy po wybuchowym szampanie spisałam moje wielkie cele na 2018 rok na kartce.
    Te wielkie cele zostaną niebawem podzielone na mniejsze, bo wiadomo nie od razu Rzym zbudowano. A i osiągnięcie małego celu jest łatwiejsze i również cieszy, zarówna jako cel osiągnięty sam w sobie jak i przybliżenie się do celu głównego.

    Skomplikowane to raczej nie jest a potrafi uporządkować to co mi lata w głowie. Nie wiem bowiem czy Wam pisałam, ale uważam moją głowę jako taki wir w którym latają różne rzeczy (chyba tornado zbierające wszystko co napotka po drodze jest dobrym porównaniem). Niekiedy to tornado wypuszcza z siebie nowe pomysły, nowe rozwiązania i przemyślenia, ale nieutrwalone na papierze wracają one do wiru i zanikają na nieokreślony czas. Ba, moje myśli pojawiają się i w ciągu dnia ale również w snach czy zaraz po przebudzeniu. Te są najgorsze. Budząc się rano pamiętam jedynie że przyśniła mi się genialna rzecz, ale niespisana szybciutko znika jak wymazana gąbką.

    Tak więc spisywanie tego całego śmietnika z głowy jest ważne. Gdy coś zobaczymy na papierze potrafi być ono dużo bardziej czytelne niż jako myśl kłębiąca się w głowie. Serio.

    Ale w sumie ja lubię swoje tornado w głowie. Nigdy nie wiadomo co nowego mi wypluje 🙂

    Tak wiec pozostaje mi życzyć Wam (i sobie również) owocnego 2018 roku i aby Wasze pomysły i marzenia ujrzały światło dzienne i rychłą realizację.

    pozdrawiam ciepło

  • Może również spodoba Ci się

    No Comments

    Leave a Reply

    Ta strona używa plików cookies (ciasteczek).
    Wykorzystywanie plików Cookie
    Jak wyłączyć ciasteczka
    OK