Loading
  • Lany poniedziałek – nad wodą!

    Lany poniedziałek, czyli wolny poniedziałek 🙂 Normalne czuję się jak w niedzielę 🙂

    Oczywiście trzeba było po pierwsze zmęczyć psa na najbliższe dni mojej pracy, a po drugie, trzeba było wyświętować lany poniedziałek odpoczynkiem i relaksem w aktywny sposób (spalanie tłuszczyku z mazurków po świętach).
    Wybór dla mnie był oczywisty: wyprawa nad Świder.
    Plan był taki, że razem z Andrzejem skoro świt koło południa lecimy do Józefowa nad Świder z psem i tam pląsamy. Niestety, Andrzej rano rozłożony w ciężkim stanie przeziębienia i nie ma szans by zwlekł się gdziekolwiek. Ja natomiast nie miałam zamiaru odpuścić. Zgarnęłam psa i pojechaliśmy we dwoje bez Andrzeja.
    Pogoda okazała się cuuudowna! Słońce, cieplutko, lekki, nieprzeszkadzający wietrzyk. No wiosna w pełni.

    Świder jest ostatnio moim ulubionym miejscem wypadów podmiejskich: woda i jednocześnie las, umiarkowna ilość spacerowiczów i rowerzystów. W pełni mogę spuścić psa ze smyczy, dać mu odpocząć psychicznie (i sobie też), obcować z natura.
    Jedyny minus tej lokalizacji jaki do tej pory stwierdziłam, to że jest jedna ścieżka, wiec ciut monotonnie, ale Świder o każdej porze roku jest inny i mnie zachwyca 🙂

    W czasie spaceru spotkaliśmy Panią z kundelkiem i szanowna Pani odzywa sie do nas:
    Pani: Czy to Pekińczyk?
    ja: Nie, to Cavalier…. [moja mina musiała być bezcenna]Pani: A to nie znam takiej rasy
    ja: taka odmiana spaniela
    Pani: aaaha, bo wygląda jak pekińczyk
    I poszła….
    Pekińczyk… 13kg, ale wygląda jak pekińczyk 🙂

    W drodze powrotnej stał się również za dość tradycji i od jakichś dzieciaków dostałam śmigusa dyngusa z pistoletów wodnych. No niech im raz w roku będzie.

    Udało się nam nawet uchwycić tęczę 🙂 Przy okazji obejrzeliśmy kilka porządnie obgryzionych przez bobry drzew. Niestety, nasza ukochana miejscówka z zeszłego roku została dosłownie wygryziona przez te zwierzaki. Nie pobujam się na gałęzi nad wodą w tym roku już niestety 🙁

    Pstrykałam też zdjęcia jakichś kwiatuszków, ale mój pies ma takie parcie na szkło, że ciężko zrobić zdjęcie bez jego szanownej mordki 🙂

    No i jeszcze dowód, że też tam byłam. BTW to cudne wpatrzenie się psa we mnie na zdjęciu to tylko przypadek. Zazwyczaj ma w dupie. Tak, tutaj zazdroszczę właścicielom psów pracujących, dla których przewodnik to bóg z obrazu. W naszym modelu ciągle walczę o miano choćby bożka mniejszego.

    No i ciąg dalszy parcia na szkło. Sam się tam pakuje, nie czeka na komendę, byle by zdjęcie pstryknąć mu, jak już pstryknę to on z zadowoleniem schodzi i dalej mnie olewa. 

    No i dowód na zmęczonego psa: drzemiący w samochodzie w drodze powrotnej 🙂

    Dziękujemy za obejrzenie zdjęć!
    Magda & Moose :*

  • Może również spodoba Ci się