Loading
  • Nie ma jedzenia za darmo – czyli metoda na znudzonego psa

    Nie ma jedzenia za darmo

    Tak, to zdecydowanie zapomniane przez wielu właścicieli czworonogów stwierdzenie.
    Ale popatrzcie: człowiek tez nie je za darmo. Najpierw trzeba zarobić pieniądze by kupić jedzenie, lub przynajmniej wysilić się i pogrzebać po śmietnikach by coś znaleźć (opcja dla entuzjastów pokarmu z odzysku – tak! tacy również istnieją).
    No, ale wracając do naszych pupili to niestety dzisiejsze społeczeństwo tak popadło w konsumpcjonizm, że pies stał się najlepszym pluszakiem i przytulaskiem i zasadniczo właśnie za leżenie i pachnięcie dostaje jedzenie. Tak nie jest na wsiach gdzie pies jest psem stróżującym i jego celem życia jest pilnowanie obejścia ale ja tu piszę o miejskich pupilach. Psach mających na celu odstresowanie właściciela po powrocie z pracy oraz pasujących do wnętrza.
    Ostatnio w internecie zobaczyłam kubek „Ciężko pracuje by mój pies miał godne życie”. No, fajny napis na kubek. Fajna myśl ale po dogłębniejszym zastanowieniu… Coś tu chyba nie gra.
    Owszem, to my zarabiamy na nasze zwierzaki by je wykarmić, ale wymaganie od psa dosłownego „nic” sprawia, że nie ma on sensu życia, nudzi się.
    Dlaczego o tym właśnie piszę? Bo sama niedawno to odkryłam.
    Zaczęłam szukać przyczyny czemu mój pies kręci nosem na najlepsze karmy i karmusie dostępne na rynku, z napisami na etykietach, że gdybym jadła mięso to sama bym obaliła z dwa worki tych chrupek 🙂
    Jak to wyglądało? Podtyka się psu miskę z żarciem pod nos, a on… nic.  Ba, odwróci się jeszcze, ze niby brzydko pachnie.
    Niestety, przeleciałam przez kilka wiodących na rynku marek i zawsze to samo: proszenie i namawianie na zjedzenie kolacji.
    Ktoś mi zaproponował: przegłódź to w końcu sam podejdzie do miski. No, czekałam. Cztery dni czekałam, aż w końcu pękłam i znów go z ręki nakarmiłam.
    Niestety, w obecnych czasach przelewamy uczucia tak silne na nasze zwierzaki, że serce nam się kraja gdy tylko zobaczmy te błagalne oczy, tak wygłodzone i proszące o okruszek ze stołu. A psy to wykorzystują instynktownie (bo sami ich ego uczymy!).
    Ale nie mam zamiaru pisać tu o inteligencji psa, jak owinąć sobie właściciela wokół pazurka a wręcz przeciwnie. Tematem jest jak owinąć sobie psa wokół palca co wbrew pozorom jest tysiąc razy trudniejsze niż bycie wiernym sługą czworonoga.
    Nie ma jedzenia za darmo – to usłyszałam podczas jednego ze szkoleń na temat zachęcania psa do pracy. Do pracy czyli do ćwiczeń umysłowych i fizycznych.
    Nie ukrywam, nie ma nic gorszego niż znudzony życiem pies. Taki pies nie wie co ze sobą zrobić, nie czerpie przyjemności z egzystencji przy człowieku i szuka innych uciech: np. niszczenie różnych rzeczy. A powodem jest? Niewłaściwy rodzaj zainteresowania człowieka swoim podopiecznym.

    Właściwie, co to znaczy ten niewłaściwy rodzaj zainteresowania?
    No tak, wielu (i w tym ja) twierdzi, że z psem jest jak z dzieckiem. No bo pies to takie wieczne dziecko, również mentalnie zatrzymuje się w wieku dziecięcym. I tak jak przy dziecku występuje nadopiekuńczość przesłaniająca zdrowy rozsądek to to samo dzieje się często gęsto przy psie. Tak jak z dzieckiem w zimie mama za ciepło ubiera malucha z troski a potem że przegrzany i podatniejszy na choróbska lamentuje. Owszem, trzeba się troszczyć o nasze serduszka ale trzeba też zachować zdrowy rozsądek. Kwestia czy ubierać w zimę psa czy nie (już nie wspominam o ubieraniu przez cały rok) poruszę kiedy indziej ale w jedzeniu też trzeba zachować zdrowy rozsądek.

    Wracam więc do stwierdzenia „nie ma żarcia za darmo”
    Pies, który cały dzień ma postawioną pełną michę, lub taki, który regularnie dostaje michę pod nos dwa razy dziennie jest psem rozleniwionym. Pies mający przez cały dzień stale dostępna porcję jedzenia przez wielu jest usprawiedliwiany, że on sam sobie dozuje potrzebną mu dawkę jedzenia.
    No fakt, pies dozuje sobie, podgryza kiedy mu się zapragnie. Ale nie musi wykonać żadnego czynu by to jedzenie zdobyć a dojście z łóżka do kuchni by zjeść jest zdecydowanie za małym wysiłkiem.
    Mój pies dostaje jedzenie dwa razy dziennie. Niestety w pewnym momencie się rozleniwił, że się go poprosi żeby zjadł, że się pogłaszcze i przytuli przed jedzenie, że jedzenie zje się przed tv z właścicielem zamiast na swoim miejscu w kuchni. Pytanie tylko dlaczego. Mimo tych wielu prób ze smakami i firmami było to samo. No przecież nie może psu nie smakować wszystko.

    I w tym momencie połączywszy pewne fakty usłyszane czy na szkoleniach czy w tv czy przeczytane w branżowych gazetach dostałam olśnienia. Tak, niczym Leonardo da Vinci. Pies jest znudzony. Wszystkie etapy, które się wykonuje przed czy w czasie jego posiłku robimy MY bo ON się NUDZI!
    Nie było to dla mnie proste do rozpracowania, nie było to oczywiste. W grę już nawet wchodziła alergia na coś co jest w karmach i może pies instynktownie odrzuca pokarm. Ale nie, to NUDA.
    A jak to sprawdziłam?
    Pies zaczął pracować na jedzenie. Wystarczyło, by porcje kolacji wziąć w rękę i ćwicząc durne równanie z jednego pokoju do drugiego pies zaczął każdą, no po postu każdą karmę wciągać nosem z radosnym merdaniem ogona.

    Szok? Owszem. Szok, że odpowiedź była cały czas pod moim nosem a ja szukałam jakiś skomplikowanych składników karm, które może go uczulają.
    A jak to się ma do niewłaściwego zainteresowania? No właśnie, troszczymy się o wygodną podusie dla psa, o designerskie szelki nieuwierającą i nieciągnące a zapominamy chyba o podstawach. Zapominamy o tym, że pies ma inne potrzeby żywieniowe (i nie tylko) niż człowiek. I to od nas zależy jak pies będzie prowadzony, czy jako pluszak znudzony życiem, czy jako pies towarzyszący człowiekowi ale z całym bagażem historii, który to psy ze sobą niosą.
    Ja wybieram opcję świadomego posiadania psa z zaspokojeniem jego wszystkich potrzeb zarówno fizycznych jak i intelektualnych.
    Bo psa można zmęczyć właśnie na dwa sposoby: albo fizycznie albo intelektualnie. A oba sposoby są potrzebne i żadnej zaniedbywać nie można.

    Aktualnie mój pies dostaje jedzenie za ćwiczenia. Uznaję to na razie za rozwiązanie idealne. I pies najedzony i zmęczony mentalnie główkowaniem o co mi chodzi, i smaczków na spacerze nie zużywamy (a wszyscy psiarze wiedzą co to znaczy rynek smaczków dla psów: meeega zarobek na tych wszystkich pysznościach dla pupili, które jak dla mnie mają tyle wspomagaczy smaku, że aż wstyd to dotykać).
    Zwrócę również uwagę na to, że wolę wymęczyć psa właśnie ćwiczeniami angażującymi jego mózg niż bezmyślnym bieganiem. Owszem, nie odmawiam psu pohasania z innymi psiakami jak jest okazja bo to super socjalizacja ale jak pies bezmyślnie polata to po powrocie pośpi godzinę i znowu coś chce. A po ćwiczeniach? Po ćwiczeniach śpi trochę dłużej i jest szansa, że potem zajmie się trochę sobą. A i czegoś nowego się nauczy 🙂 Czyżbym mogła stwierdzić, ze to złoty środek? Wilk syty i owca cała? Ja jestem oczywiście owcą 😉
    A Wy? Co sądzicie o takiej formie karmienia?

    pozdrawiam
    Magda & Moose

  • Może również spodoba Ci się