Loading
  • Nowy lokal na Saskiej Kępie – Miąższ

    Nie tylko oczami się żyje, ba przypominam, że moją pracą jest gastronomia.
    W miniony weekend postanowiłam przetestować najnowszy lokal na Saskiej Kępie powstały w miejscu Składu Win na ulicy Francuskiej.
    Lokal jest bardzo jasny, przyjemny, uspakajający i jest dużo miejsca dla gości. Ciekawostką jest okienko z widokiem co się dzieje w kuchni.

    Obsługa bardzo przyjazna, dobrze poinformowana i ogarnięta. Zdecydowana młoda ekipa tworzy przyjazna atmosferę, żadnego nadęcia. Sala oraz oranżeria są oddzielone od głównego baru wąskim przejściem co ma swoje plusy i minusy. Na plus, że obsługa nie zasysa powietrza uszami i nie podsłuchuje namiętnie o czym goście rozmawiają.

    Na minus zaliczyła bym wejście do kuchni w przesmyku, wręcz w sercu lokalu. Tutaj zauważyłam dość irytujące mnie ciągle kręcenie się obsługi przez drzwi do kuchni.

    Jedzonko! Tutaj byłam lekko zaskoczona AŻ tak krótkim menu. W sumie może i lepiej bo gość się nie zastanawia godzinę co chciał by zjeść, ale czytając menu miałam wrażenie, że mam aż narzuconą tak małą ilość dań. Dziwne uczucie, ale zaakceptowałam. Wegetariańskich dań jest aż dwa, plus naleśnik na słodko dla dzieci.

    Zamówiłam pierogi gryczane z warzywami, mój partner zamówił zupę ziemniaczaną z rozmarynem.

    Pierogom czegoś brakowało, chyba wyrazistości. Połączenie grubszego ciasta z mąki gryczanej z dość mocno chrupiącymi warzywami wewnątrz tworzyło połączenie lekko sprzeczne, bo jednak dwie twardości sprawiają wrażenie, że coś powinno być tu innego. Do tego okrasa ze smażonej cebulki i pestek słonecznika z dekoracją z suszonego pomidora. Nie zostanę fanką tego dania.

    Do tego zamówiłam grzane wino z czekoladą i śliwką. Jest to dość trudne połączenie, które sama już praktykowałam. Czekolada w winie w większości opada na dno, a jej aromat szybko się ulatnia i jest wyczuwalny zaraz po podaniu gdy wino jest jeszcze bardzo cieple i praktycznie jeszcze nie do wypicia oraz na samym dnie gdy dochodzimy do gęstej czekoladki. W środkowym etapie czyli jak pijemy jest to po prostu wino ze śliwką.

    Drugim daniem na naszym stole była zupa ziemniaczana z rozmarynem. Gęsta i sycąca w wersji kremu z licznymi kawałkami ziemniaków. Dobra, długo utrzymująca ciepło i ciekawa w smaku. To danie zdecydowanie przebiło moje pierogi.

    Do tego był cydr grzany z rumem. Tutaj zastrzeżeń brak, dobrze zagrzany, nie przegrzany cydr z kawałkiem suszonego jabłka. To co powinno być.
    U mnie nie obyło się oczywiście bez deseru, jako że jestem łakomczuchem. Postawiłam na mus z orzechami.
    Tutaj wielkie zaskoczenie. Smak perfekcyjny. Samo danie zdecydowanie małe, acz słodkie i w takiej ilości nie zasładza, pozostawia mały niedosyt, ale perfekcyjnie łechcze kubeczki smakowe.

    Jest to coś a’la chałwa z kawałkami orzechów podane w dwóch bardzo chrupiących krakersach. Gładkość musu świetnie współgra z chrupkością krakersów, dopełnieniem jest miód oraz (o ile się nie mylę) sos malinowy. To danie ukoronowało naszą wizytę w lokalu i na prawdę mnie ucieszyło.

    Podsumowując:
    Lokal ciekawy, jasny i przyjazny. Obsługa bardzo dobra, a dania choć wybór mały są dobrze zrobione i choć zapewne nie trafią w gust każdego klienta to są dobrze skomponowane.

    Ogólnie polecam wizytę, jedyna moja wątpliwość to to krótkie menu. Dla mnie w sumie tylko dwa dania główne do zjedzenia, szybo bym się znudziła. Ale za deser wybaczę i krótkie menu 🙂
  • Może również spodoba Ci się

    No Comments

    Leave a Reply

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    W celu zachowania najwyższej jakości usług wykorzystujemy informacje przechowywane w plikach cookies. Zmiany zasad korzystania z plików cookies można dokonać w ustawieniach przeglądarki.
    Polityka Cookies
    Zarządzanie plikami cookies
    OK