Loading
  • Rozpieszczony? Wybrzydza?? No ale czemu mój pies nie jje?

    Problem, z którym boryka się wielu właścicieli psów. Nie uogólniam, ale zdecydowanie częściej zdarza się to kanapowcom. Rozpieszczonym kanapowcom? Nie koniecznie, choć taka teza była na początku moich poszukiwań rozwiązania problemu „Ale czemu mój pies nie jje?”.
    Stajemy na głowie, kupujmy coraz to pyszniejsze karmy, wydajemy majątki, cmokami, tulimy a pies… odwraca łeb od miski.
    A nas szlak trafia.
    Znacie to?
    Ja niestety poznałam.
    Jestem szczęśliwą właścicielką psa. Trochę zepsutego psa ponieważ ma nowotwór kości czyli szpiczaka. No i trochę chore nerki…
    Z względu właśnie na te nerki trzeba było zmienić karmę z pyszniutkiej karmy dla niejadków na karmę dla psów z problemami nerkowymi. Nazwa tego świństwa to Renal. No i od razu lekarz napomniał, że ze względu na obniżoną zawartość białka może psu nie smakować. Ale zjeść musi.
    Na początku nowość wessał ze dwa razy wręcz nosem. Potem już ciężej bo nikt nie przytulił i nie pogłaskał przed jedzeniem. No a potem najpierw akcja przytulania na kolanach, potem proszenie i modlenie się by w ogóle ganulkę wziął do pyska.
    Kolejna wizyta u weterynarza… kontrolna. Lekarz stwierdził, że granulki będą lepsze jak się je namoczy w chudym rosołku.
    Ach rosołek, przez tydzień znowu ssał jak odkurzacz namoczone granulki, wszyscy w domu oddychali z ulgą i regenerowali się psychicznie.
    Niestety, sielanka nie trwała długo. Może ze dwa tygodnie max. No to znowu cała akcja przed jedzeniem, proszenie, na kolanka, przytulanie, jedzenie na kanapie… ok, niechętnie ale zje. Znowu przez pewien czas.
    Potem znowu nerwy, denerwowanie się czemu nie je, a zjeść musi no bo leki trzeba podać po posiłku. Stres, duży stres i nasz i psa.
    My nie wiemy o co chodzi, pies zdezorientowany czego od niego chcemy.
    Kolejna wizyta u weterynarza, może cos podpowie… niestety, rozkłada ręce.
    W internecie główny pomysł to przegłodzić. Kiedyś, kiedy był zdrowy a też kręcił nosem tez tego spróbowaliśmy. Po 3 dniach wtedy ulegliśmy i daliśmy psu cos lepszego.
    No a teraz pies chory, nie ma nawet mowy o głodówce, trzeba przyjmować leki!

    I w tym momencie przyszła mi do głowy myśl, która z powodu choroby psa uciekła mi na sam tył głowy i tam się dziarsko zaszyła.
    Ćwiczenia!
    Przecież to JA, JA byłam zwolenniczką, że bez pracy nie ma żarcia. Nie ma dawania za nic!
    W momencie gdy na estradę wkroczyła choroba wszelkie ćwiczenia odeszły w niepamięć bo były niezliczone wizyty u weterynarza, badania, diagnozy i strach czy uda się psa w ogóle unormować.
    Pies się nie bawił w tym czasie, był osowiały to mu odpuściliśmy.

    No to madra ja bach po suche chrupki do wora i pierwsza komenda równaj. Ha! Pamięta!
    Ogon się merda, pies zaczyna być nakręcony. Czy łyknie taką granulkę bez dodatków, bez sosiku i bez rosołku?
    Klik i nagroda…. chwila niepewności i zawahania ręką z nagrodą nad jego nosem i….. wessał! Wessał bez marudzenia, radosny, jak bym cielęcinę podawała! No to kolejne komendy, równaj, waruj, szukaj! JJE! ON JJE! i takim to sposobem poszedł cały posiłek 🙂 Calusieńki! Bez moczenia, bez proszenia i bez stresu!
    Wiecie jaka ja byłam szczęśliwa? A jak to nam odpuściło psychicznie, że pies nie jje? 🙂 To było coś!

    I w taki oto sposób skończyło się (jak na razie od paru ładnych tygodni) karmienie na kolanach, z błaganiem i drapaniem by tylko coś skubnął.

    Pies wrócił do pracy po jedzenie. Oczywiście, ćwiczenia są relatywnie krótsze i spokojniejsze ze względu na dość złożoną chorobę mojego psa, ale nie ma taryfy mega ulgowej. Nie ma trzęsienia się nad nim jak kiedyś.

    Niestety, choroba wielu z nas zmienia spojrzenie na naszego zwierzaka. Choroba odbiera część przyjemności jakich doznajemy z naszym czterołapnym towarzyszem i sprawia, że o wielu również zapominamy. Wkręcamy się wręcz w ślepą pętle pod nazwą „choroba”.

    I z psa aktywnego, starającego się dla własnego pana choroba sprowadza zwierzaka do pozycji chorego, zmęczonego, mało aktywnego i śmiem powiedzieć że nawet trochę upośledzonego no bo przecież jest on chory i trzeba się nad nim trząść.
    Pies oczywiście się przyzwyczai do takiej sytuacji ale to w efekcie człowiek będzie cierpiał w skutek swoich działań. Będzie właśnie uzależniony od godzinnego przytulania psa na kolanach by psiak zgadł choć pół porcji posiłku, ba, jedna czwarta to też sukces.

    Warto również zwrócić uwagę na stwierdzenie „Niesmaczna karma”. My chyba trochę popadliśmy też w paranoję, że psu cos nie smakuje. Tu warto się zastanowić czy pies zna aż tyle smaków bo mógł sam stwierdzić że karma jest niesmaczna.
    Jeżeli jest rzeczywiście taka be, to dlaczego mój pies traktuje ją jak super nagrodę porównywalną do kęsa wątróbki? 🙂
    Dzielę się z Wami tym doświadczeniem, by troszkę otworzyć oczy że jednak pies jest istotą na tyle uzależnioną od człowieka, że to nasze działania i nasze opinie, kierunkują jego postępowanie i myślenie. Nie powinnyśmy się również my zamykać w jakiś ramach i schematach działania.

    Ot, takie przemyślenie piątkowe.
    pozdrawiam
    Magda

  • Może również spodoba Ci się