Loading
  • Zgubiłam siebie…

    Tak bywa, można zgubić różne rzeczy… Telefon, długopis, nawet modliszkę ostatnio udało mi się zgubić… Ale nie o tym.

    Zgubiłam dość ważną rzecz dla siebie… SIEBIE. Smutne takie, żałosne, dziwne?

    No tak, no bo jak można siebie zgubić jak właśnie tu siedzę i to piszę??

    Ano można.

    Zapędzona różnymi sprawami zapomniałam o własnym istnieniu i własnych przyjemnościach. Zapomniałam, że moje ciało jest moją świątynią, nad którą zamiast się znęcać i wykorzystywać do granic możliwości powinnam czcić i dopieszczać.

    Zapomniałam o własnych potrzebach i o tym do czego dążę. No fakt, dążyłam jak zwykle, starałam się, pracowałam, ale byłam taka pusta i wiele rzeczy które przyszło mi robić były takie bez wyrazu, bez emocji, bez bez cząstki mnie zostawianej we wszystkim czego dotknę. A gdzie pasja, gdzie chęci? No nie było.

    Mimo, że mamy środek lata, upalną, Warszawską pogodę, która chcąc nie chcąc zmusza Nas do odkrywania ciał i wchłaniania napędzających człowieka promieni słońca ja nie czułam nic. Nie czułam potrzeby, nie czułam pasji, którą mogę się otoczyć i dać innym. Byłam pusta. Taka łupinka po orzeszku, taka skorupka po kurczaku, który gdzieś sobie poszedł. Znacie to uczucie? Jesteście. I tylko to można powiedzieć, nic więcej, żadnej emocji.

    Ja wiem, złożył się na to znowu wiele nie przypilnowanych spraw, które poszły nie tak jak byśmy chcieli, pare odłożonych decyzji, trochę olanych tematów.

    Jest też jeden podstawowy bloker: BOJĘ SIĘ.
    Marzę o czymś ale się boję. Boimy się najczęściej zmiany. Ale czy warto? Ja już nie raz zaryzykowałam, nie raz odniosłam spektakularne porażki. Ale i nie raz odniosłam spektakularne zwycięstwa. Warto było? TAK. Jest to odpowiedź, która pojawia się po każdym zwycięstwie i po każdej porażce, również tej najbardziej bolesnej. WARTO BYŁO. Zawsze. Bo gdyby nie te porażki to by mnie tu teraz nie było, nie miała bym takiego doświadczenia jak dziś, nie była bym tą istotą, którą dziś jestem.

    I o tym też zapomniałam. Smutne, żałosne. Zapomnieć o samym sobie. Zostać wydmuszką stojącą w tłumie szarych ludzi.

    Niby mam kolorowe, szalenie różowe włosy, niby wyróżniam się dość znacząco z tłumu to z mojej perspektywy ustawiona w szeregu ludzi nikt by mnie nie zauważył. Szara, jedna z wielu, nikt ważny, nikt znaczący… nikt.

    A nie o to w życiu chodzi.

    Dziś, siedząc przy biurku naglę się ocknęłam. Zapomniałam, zapomniałam o sobie. Że ja tu właśnie siedzę, że jestem. Choć nic nie czuje, pracuję jak maszyna. To nie jestem ja.

    Z głębi mnie usłyszałam wrzask, krzyk… Kogo? Prawdziwej mnie. Ze tam jestem wciśnięta głęboko gdzieś w kącik.

    I zaczęłam się zastanawiać za czym my tak na prawdę gonimy??

    Chyba za kasą… No bo kasa to podstawa, no bo kasa to nasze istnienie.
    Jakaś prawda w tym jest. Rachunki zapłacić trzeba, za cos jeść trzeba. Ale w takiej formie?
    Nie, chyba ja przyjęłam złą formę.

    I to jest ten moment, ten impuls zastanawiania się nad własnym sensem życia i drogą, którą się dalej podąży. Czy może coś zmienić, czy może coś wymyślić lepiej?

    Bo tutaj jest właśnie pułapka myśli.
    Zamiast działać to rozmyślamy…
    A to nie tędy droga.

    DZIAŁAĆ, DZIAŁAĆ, DZIAŁAĆ!!

    Działanie to właśnie życie.
    Działanie, nie dumanie…

    Działam czyli żyję 🙂 i odnajdę siebie, sens swojego życia, cel i pasję.

  • Może również spodoba Ci się

    No Comments

    Leave a Reply

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    W celu zachowania najwyższej jakości usług wykorzystujemy informacje przechowywane w plikach cookies. Zmiany zasad korzystania z plików cookies można dokonać w ustawieniach przeglądarki.
    Polityka Cookies
    Zarządzanie plikami cookies
    OK