Loading
  • Złośliwość rzeczy martwych

    Znacie takie pojęcie jak złośliwość rzeczy martwych? Bo ja już tak. Już, bo jednak myślałam że coś takiego nie istnieje lub mnie nie dotyczy. Niestety, przeliczyłam się.

    Wczoraj, piątek piątunio, dzień wymarzony na lakierowanie podłogi do końca (najpierw było cyklinowanie a potem powolne lakierowanie kilkoma warstwami). No więc skoro świt o 9 rano wzięłam się za lakierownie i… lakieru zabrakło na kawałek około 2x2m…. totalna porażka…
    Niezrażona mówię: pojadę, dokupię.
    Wsiadłam w auto, odpaliłam muzykę i sruu do Obi. Dziarskim krokiem wchodzę, szukam i… ni ma….

    Spoko, pojadę do Praktikera.
    Pojechałam… NI MA!

    No żesz….

    Ale jeszcze jest Leroy Merlin 😉
    No to sru. Pojechałam. No i udało się. Jest, drogi jak skurczybyk, cena o 1/3 wyższa niż w internecie. Ale jak potrzeba ciśnie to i z portfela wyduszę. No i tym sposobem dokupiłam i mogłam kontynuować malowanie 😉

    Tutaj dowód udanego zakupu z moim niewymownie wyszczerzonym z radości ryjkiem 😉

  • Może również spodoba Ci się