Loading
  • Krótka historia o tatuażu!

    Z tatuażem to jest proste: albo masz albo nie! 🙂

    Ja niedawno skończyłam swój kolejny na plecach. Jestem szczęśliwa i podekscytowana, że w końcu jet cały i będzie mnie cieszył do końca życia 🙂

    Już zaczynam wybierać bluzki bez pleców by chwalić się nim światu. Ale właśnie, nie każdy musi wiedzieć co ja mam na plecach!
    To jest w sumie pierwsza kwestia, którą się kieruję tworząc moją kolorową, wydzierganą skórę. Nie każdy musi widzieć że mam to co mam. I taką właśnie mam zasadę. Tworze tatuaże w miejscach które z łatwością ukrywam pod ubraniami jakie noszę na codzień i gdy JA tego nie chce to nikt się nie dowie gdzie i co ja mam.

    Tutaj można podciągnąć to pod kwestię, że tatuaże są dla mnie a nie dla świata. I tak jak w zdobieniu tatuażu jest pełna dowolność to uważam, ze tatuaże powinno się robić tylko i wyłącznie dla siebie a nie dla innych. I w sumie tutaj czasami się zastanawiam nad tymi tatuażami na przedramionach. Często widzę skierowane je do świata a nie do siebie, w szczególności napisy. Dla mnie jest to dziwne, ale inni tak robią. Tatuaże jako obrazy na skórze nie powinny a wręcz nie mogą sprawiać ze człowiek jest oceniany przez ich pryzmat.
    Oczywiście każdy robi to co mu w duszy gra, ale wara od tego reszcie. I tak, nie rozumiem oceniania i zatrudniania ludzi przez pryzmat tego czy są wytatuowani czy nie.

    W obecnych czasach tatuaże są już na porządku dziennym, wręcz mogła bym stwierdzić, ze łatwiej znaleźć osobę z tatuażem niż bez 🙂 Niestety, zwłaszcza starsze pokolenie ma jeszcze z tym problem bowiem im tatuaże kojarzą się nadal z napiętnowaniem, z wiezieniem i wykluczeniem społecznym.
    Napiętnowanie i wykluczenie w historii tatuażu było jedna z przyczyn ich tworzenia, ale z drugiej strony tatuowano również ludzi w celu pokazania ich wysokiej pozycji społecznej, ich “ważności”. U nas w tym celu przypina się ordery 😉
    Tak jak napisałam na początku każdy człowiek ma swój powód by się tatuować lub nie. A teraz poznacie moje powody 🙂

    Tatuaż to ozdoba ciała!
    Tak, dla mnie to podstawowa wartość dziary. Pokazanie na ciele tego co zamknięte jest w mojej duszy. Duszy nikomu się nie pokazuje ale ciało już można. Kocham motywy roślinne ze względu na powiązanie z naturą. Uważam, ze każdy z nas z natury powstał i do natury powróci. Wiec mieszkając nawet w betonie jesteśmy związani z matka ziemią. Owszem, ludzie tego nie doceniają, zapominają, pomijają z premedytacja. Ja nasze dziedzictwo natury szanuje i pamiętam. Uwielbiam się otaczać roślinami, oddaje im szacunek za to co dla nas robią i zal mi każdej rośliny, która poświeciła swa iskierkę by człowiekowi żyło się lepiej. Dlatego właśnie motywy roślinne 🙂
    Mam na ciele wytatuowane rośliny które lubię najbardziej, za którymi tęsknie gdy ich nie widzę i uważam za wzbogacające moja twórczość 🙂 Oczywiście najchętniej miała bym na ciele wszystkie rośliny świata ale chyba się nie da 🙂
    Nie lubię za to motywów fauny na skórze. Wszelakie zwierzęta, łącznie z postaciami ludzkimi u mnie odpadają. Czy mi się kiedyś zmieni? Nie wiem. Zobaczymy! 🙂

    Tatuaż !

    Wybór tatuatora

    To jedna z kwestii o która mnie zapytaliście na instagramie po moim vlogu o tatuażach. Gdy człowiek czuje potrzebę ze chce mieć cos na ciele to wybór osoby, która wykona ten artystyczny element jest dość istotny. Nie ma innej metody jak oglądanie prac artysty. Jedynie na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić czy chcemy mieć cos w tym stylu czy nie. Ja obserwuje w internecie wielu artystów tworzących na ludzkich ciałach, acz nie każdego chciała bym mieć osobiście. Owszem, podobają mi się ich prace jako dzieło sztuki ale nie koniecznie pasują do mojego stylu bycia. Tak, tak! Bo tatuaż to styl bycia!
    Nie kręcą mnie czarno-białe tatuaże bo moje życie jest kolorowe, nie lubię ciężkich kresek i mrocznych wizji. Kręcą mnie za to lekkie kreski, efekt akwareli czy watercolor i splash.
    Gdy zaczęłam szukać tatuatorki do mojego pierwszego świadomego tatuażu to dopiero wtedy zrozumiałam jaką mamy różnorodność twórców na rynku!
    Pierwszy świadomy tatuaż? Tak! Miałam już jeden wcześniej ale był on zrobiony spontanicznie, gdy byłam młoda i jeszcze bardzo niedoświadczona w tej kwestii. Co prawda był on zrobiony z mojego projektu ale robiła go totalnie przypadkowa osoba, której imienia nawet nie znałam, i zasadniczo nie pamiętała bym dzisiaj jak się szlo do tego studia tatuażu. Tak to wyglądać nie powinno!
    Po latach oczywiście ten tatuaż zmieniłam w cos zupełnie innego i cudownego, bo po pierwsze trafiłam na tatuatorkę która oddawała na skórę mój styl w 100% a po drugie wiedziałam co chciałam! 🙂 I owszem, kolejne tatuaże nie były już z mojego projektu bo jedynie opisywałam co chciałam a projekt był robiony na moje zlecenie, ale to ja ten projekt akceptowałam!
    Teraz? Mam ulubioną tatuatorkę, której bym się oddala pod igle nawet w ciemno! 🙂 Bo wiem, ze ona nie zawiedzie mnie i mojego ciała.

    Przygotowanie do tatuowania

    Tatuaż żeby powstał to nie jest jedynie wbicie igły w skórę kilka razy. Ba, to pewnie nawet nie tysiące wbić w skore. Wyobraźcie sobie, ze kolor tatuażu zostaje jedynie tam gdzie się wbiła igła i się nie rozpływa na boki. Wnioski? No trzeba wbijać się milimetr przy milimetrze, zwłaszcza przy wypełnianiu kolorem 😉 Ale o tym zaraz.
    Ja uważam (i stosuje się tez do mych przemyśleń), ze do tatuażu trzeba się przygotować. Skora musi być chętna na przyjecie tylu ukłuć.
    Tydzień przed tatuażem zawsze robię ostatni peeling. Dość dokładny ostatni peeling. Przykładam wtedy wagę do tego by skóra równomiernie się zaróżowiła, by nie było łuszczącego się naskórka. Jeżeli skora była opalona lub po solarium to tez patrze czy koloryt się złuszcza równomiernie.
    Przez tydzień przed tatuażem staram się również nie eksperymentować z jedzeniem, czemu?? Bo się robią pryszcze! 🙂 Przynajmniej u mnie. Przy eksperymentach z ostrzejszym lub na codzień nie jedzonym pokarmem możemy dostać uczulenia, pryszczy lub innych cudów na skórze. A tego zdecydowanie nie potrzebujemy w tym okresie. Myślmy również o osobie tatuującej by jej się łatwiej pracowało i nie musiała się przedzierać przez las wyprysków. W tym okresie jeżeli już cos wyskoczy to nie wyciskajmy bo tylko pogorszymy efekt! Przez strupek jeszcze trudniej przechodzi igła!

    Przez ten tydzień przed również intensywnie nawilżam i natłuszczam skore. Nawilżanie to głębsza interakcja niż natłuszczanie. Przy natłuszczeniu łatwiej schodzi zrogowaciała warstwa naskórka odkrywając ten świeższy. Nawilżanie to uelastycznianie głębszych warstw. A to tez ważne przy przygotowaniu do tatuowania. Chcemy przecież by tatuaż przyjął się jak najlepiej a tuszu wyszło jak najmniej 🙂
    Prysznic przed tatuażem zawsze wskazany, nie tylko ze względu na nas ale i na tatuatora. Gdy klient nie śmierdzi tatuuje się przyjemniej 😉
    Już na sesji w studio tattoo tatuator zdezynfekuje miejsce nowej dziarki i wygoli włoski. Tak, tak, nawet kobiece plecy 😉
    No a potem już tylko przyjemność ukłuć.

    Tatuowanie!

    Długość wykonania tatuażu zależy oczywiście od jego wielkości i skomplikowania 🙂 Czasami nie wystarcza na to jeden dzień. Ja na przykład plecy miałam robione na dwie sesje w odstępie półrocznym. Czemu tak długo? Po pierwsze było podyktowane to porami roku, nie chciałam musieć się opatulać kurtkami po opuszczeniu studio tattoo, po drugie tak mi pasowały terminy.  Miedzy sesjami zawsze musi być pewien margines czasu by pierwsza sesja zdążyła się wygoić. Nie tatuuje się na niewygojonym jeszcze poprzednio dziele.
    Tatuator ustala z Wami wzór jeżeli nie zostało to zrobione wcześniej. Rysuje lub drukuje jeżeli projektuje cyfrowo. Następnie wzór jest przenoszony na skore. Tutaj każdy ma swój sposób. Często jest to kalka, czasami pisaki. Teraz jest czas na zapoznanie się z zarysami wzoru na ciele i akceptację lub poprawki. Nie bójmy się nanosić poprawek, ze cos jest za nisko, za wysoko lub nie na miejscu. To Wy to będziecie nosić do końca życia!
    Jeżeli to co widzicie na ciele jest ok to docieramy do samego sedna czyli tatuowanie 🙂 Tak, w końcu! I często jest tu niespodzianka! Boli! Pierwsze wkłucia tak nie bola, ekscytacja i endorfinki robią swoje, jest cudownie, choć dziwnie. Gdy ciało się przyzwyczai do faktu nakłuwania to wtedy albo odczuwacie to bardziej albo jest całkiem przyjemnie jak drapanie szczoteczka 🙂 Każdy odczuwa to inaczej. Jeżeli macie więcej tłuszczyku to tam boli mniej, na kręgosłupie i zebrach boli bardziej, choć znajoma czuła na boczkach a na kręgosłupie w ogóle! Wiec co tatuaż to inne doznania i nie można tu generalizować. I to zasadniczo koniec akcji puki tatuator nie skończy pracy 🙂
    Oczywiście są przerwy, są chwile na odsapnięcie, napicie się czy zjedzenie posiłku. Pamiętajcie tylko, ze za każdym razem jak schodzicie ze stołu lub siedzenia na którym wykonywany jest tatuaż to obowiązkowo trzeba zabezpieczyć obszar tatuażu przed dotykaniem. Najlepiej folią. Dlaczego? Bo tatuowana skora jest jak rana – otwarta w 100% na wszelki bakterie i inne syfy. A ostatnia rzeczą jaka chcemy jest babranie się tatuażu z powodu infekcji.
    Gdy następuje słowo “koniec” zazwyczaj skaczemy jak male dzieci że już to gotowe 🙂 Koniec bólu, koniec siedzenia w jednej pozycji. Można rozprostować zdrętwiałe kończyny 🙂
    Teraz pozostaje zabezpieczenie tatuażu i instrukcje tatuatora na temat pielęgnacji.
    I jeżeli jesteście na kolejnej sesji to i tak dajcie się wypowiedzieć tatuatorowi na temat pielęgnacji tatuażu. Serio, te 3 minuty Was nie zbawią! A on będzie miał pewność że nie zrobicie sobie krzywdy a i może Wy dowiecie się czegoś nowego i wartościowego 🙂

    Pielęgnacja!


    No i tutaj zaczyna się drugie najważniejsze zadanie zaraz po tatuowaniu.

    Ale, ale…. Taka ciekawostka ode mnie: ten akapit zaczynam dwa tygodnie po skończeniu dziary 🙂 Wszystko powyżej pisałam dwa dni po tatuowaniu, w drodze powrotnej w pociągu z Poznania do Warszawy kiedy to stwierdziłam, że mając do wyboru albo się modlić albo zająć dłonie pisaniem wybrałam pisanie. Serio, 5 godzin w pociągu w jednej pozycji z dwudniowym tatuażem pokrywającym większość moich pleców nie jest szczytem moich marzeń! Ale czegóż się nie robi dla własnej przyjemności 😉


    Ok, wracając do pielęgnacji!
    Na temat pierwszej pielęgnacji powie Wam właśnie tatuator! Jak myć, czym i jak często. Ja w pierwszych trzech dniach mam zawsze rutynę: mycie trzy razy dziennie delikatnym płynem do higieny intymnej, dezynfekcja octeniseptem, zaklejenie plastrem. I tak w kółko.
    Dlaczego ja stosuję delikatny płyn do higieny intymnej? Ponieważ równoważy ph skóry, łagodzi podrażnienia, nie piecze, nie wysusza. Zdecydowanie nie używam mydła do ciała, uważam że jest zbyt agresywny!
    Potem odkażenie. Octenisept i tylko on! Nic innego!! Taka zasada i kropka!
    źródło: https://octenisept.pl

    A potem zabezpieczenie bądź co bądź rany plastrem ochronnym. Możecie też folią spożywczą, ale ja nie lubię jak się marszczy, przesuwa i szeleści. Ja stosuję Eazer. Najwygodniejszy, w dobrej cenie i rolka 10m starcza że hej 🙂

    źródło: https://arstattoo.pl


    A co po tych trzech dniach? Zaczynam nawilżać. I nawilżać. I nawilżać. Moim ostatnim odkryciem jest masełko pomarańczowe Loveink. Robi swoje, dobrze natłuszcza i cudnie pachnie. Poprzednie tatuaże zawsze traktowałam kremem do niemowlęcej dupci – Bepanthen. Też jest ok, ale miało bardziej chemiczny skład. Na obu specyfikach tatuaże wyszły cudnie, różnicy nie odczólam, wiec co kto lubi.

    źródło: http://loveink.pl


    A ile trzeba nawilżać? Ano tyle ile będzie się łuszczył tatuaż. Chodzi tu o to by tatuowany obszar nie zamienił się w strup tylko gładko opuścił nasze ciało w miękkiej atmosferze 🙂 Czyli kremować, smarować i kremować aż do pożygu. Oczywiście zachowując cały czas higienę.  Mój ostatni tatuaż w finalną fazę łuszczenia wszedł po tygodniu. Ależ swędziało! Znacie gifa jak pies się drapię po tyłku??

    źródło: https://tenor.com

    Też o tym marzyłam, ale uwaga!! NIE WOLNO DRAPAĆ!! Niestety! trzeba przeżyć. Ja się ratowałam kulistymi masażami otwartą dłonią. I tak aż poczujecie, ze skóra z tatuażem stała się całkiem normalna. Wtedy stopniowo odzwyczajacie ja od traktowania smarowidłami i proszę! Macie nowy, gotowy tatuaż na resztę swojego życia 🙂 Było warto? 🙂

    Więc jak widzicie wykonanie tatuażu to nie tylko wypięcie danej części ciała w stronę maszynki do tatuowania! To kawał historii w Waszym życiu. No i cudowne wspomnienia 🙂

    stopka
  • Może również spodoba Ci się