fbpx
Loading
  • Marzenia czyli krótka historia o niewłaściwym myśleniu

    #marzenia

    Ach kto z nas nie marzy o falach, o górach, o kosmosie. Albo całkiem przyziemnie, o świętym spokoju i o filiżance ciepłej czekolady pitej przy iskrach trzaskających z (niegazowego!) kominka 🙂
    Marzy każdy! Mniej lub bardziej, przyziemnie lub kosmicznie i dość często 😉


    Marzenia nasze są uwolnieniem naszych wewnętrznych stresów i najlepszym sposobem na relaks umysłu.
    Ale ja dziś napiszę Wam o innych marzeniach. O marzeniach zbrukanych rzeczywistością, zdeptanych dorosłością. Czyli kim chciałam zostać jak byłam mała.
    Pamiętam to jak wczoraj bo to była odciskająca piętno w umyśle chwila dla młodego człowieka.
    Nie potrafię określić dokładnie ile miałam wtedy lat ale była to pierwsza albo druga klasa podstawówki. Wiecie, wtedy jeszcze nie było inteligentnych systemów nauczania, nie kładło się nacisku na twórczy rozwój jednostki lecz na wklepanie regułki oraz przyswojenie interpunkcji. Mój oporny umysł nigdy nie przeskoczył pewnych założeń, nie podporządkowałam się rygorystycznym zasadom przecinków oraz notorycznie i dość bezmyślnie używam poprawiacza błędów na komputerze. Ot, tak się udała edukacja niepokornej duszy 🙂
    Rzeczona sytuacja była wyjątkowa, bowiem na lekcji mieliśmy swoje zeszyto podręczniki otwarte na pustej stronie. A strona ta była zatytułowana “kim chcesz zostać w przyszłości”.
    No i na tej pięknej, czystej karcie przez całą lekcję mieliśmy rysować co nam w duszy gra i co będziemy robić jak dorośniemy.
    Oczywiście pod koniec Pani nauczycielka sprawdzała prace i po krótce je omawiała.
    Och, jaka twórczość wśród rówieśników popłynęła: lekarze, strażacy, nauczyciele i kierowcy!
    Pani nauczycielka sprawdziwszy kilka prac w moim rzędzie ławek doczłapała do mojej osoby. I zgadniecie co? Zonk. Tak jak u innych wyraźny strażak widniał na karcie tak u mnie nauczycielka miała niezły problem aby zrozumieć co ja narysowałam.
    A byłam na rysunku ja, ze słuchawkami lekarskimi na szyi robiąca zastrzyk… roślinie…
    Pani nauczycielka w końcu nie wytrzymała i wprost zapytała: “Madziu, a kim ty chcesz zostać jak dorośniesz?” na co ja dumnie odpowiedziałam, że chcę być LEKARZEM ROŚLIN. Nauczycielka nawet się nie uśmiechnęła, jedynie skwitowała, ze takiego zawodu nie ma i mam to poprawić.
    Teraz możecie sobie wyobrazić jaki tabun emocji przewalił się nagle w umyśle dziecka niczym wściekłe zwierzęta wybiegające z Jumanji.
    Tak, chciałam zostać lekarzem roślin, ale jedno zdanie wypowiedziane przez dorosłego na wiele lat zniszczyło to marzenie. Sprawiło, że marzenie stało się niczym kula u nogi czymś ciążącym i niewygodnym. W umyśle małej osoby ukształtowało się wrażenie, że marzenie jest niewłaściwe, inne, a wręcz złe bo przecież takiego zawodu nie ma.
    Ale rysunku nie zmieniłam.
    .
    .
    .
    Około 15 lat później, gdy w szkole przez lata słyszało się, że ma być się takim jak inni, niewyróżniającym się, standardowym usłyszałam, że w Łodzi jest sklep gdzie można oddać rośliny na leczenie jeśli są w kiepskiej kondycji… Szok. A zaraz po szoku poczucie żalu do tamtej nauczycielki. Myśl, że jednak można.
    Tak, to było zniszczone przez dorosłego marzenie dziecka.
    Jednym zdaniem.

    Teraz jestem bardzo związana z roślinami, które są moją pasją, tlenem dla mojej kreatywności, towarzyszami, otoczeniem. Może nie jestem lekarzem roślin, ale myślę, że mimo niszczącego zdania nauczycielki i tak wyszła ze mnie artystyczna dusza, która prędzej czy później przebiła się przez skorupę bycia standardowym.

    Wniosek??
    Myślmy, myślmy kurwa co mówimy do innych, bo jednym zdaniem czy nawet słowem możemy zniszczyć marzenia!

    stopka
  • Może również spodoba Ci się