Loading
  • #MyFirst7Jobs – jak to u mnie było

    Słyszeliście może o krążącym w siecie hasztagu #MyFirst7Jobs ??

    Jak nie, to właśnie słyszycie 🙂 Ja ogólnie nie lubię jakiś łańcuszków i powtarzajek, ale ten projekt wydaje mi się na tyle interesujący, ze zrobiłam o nim wpis. Ogólnie: trzeba opisać swoich siedem pierwszych prac życia 🙂 Nie wiem czy mam ich siedem,mniej, czy więcej, zaraz się okaże!

    Roznoszenie ulotek!

    Taaaaak, któż nie roznosił ulotek za młodu! Nie pamiętam dokładnie kiedy to było ale podejrzewam, że były to ostatnie wakacje w liceum. Roznosiłam ulotki już z moim chłopakiem, a aktualnie mężem Andrzejem, a w poprzednie licealne wakacje to się bawiliśmy a nie pracowaliśmy. Czyli to musiał być tamten czas.
    Ulotki roznosiłam pod szkołami, a potem przy metrze. Niestety, szybko się znudziłam staniem przy ruchomych schodach metra i nie widziałam siebie stania tam w mrozie. Pamiętam natomiast, ze były takie osoby co pracowały tam już trzeci sezon i w zimę też te ulotki tam rozdawały! Dla mnie to było by przerażające stać tak na mrozie. Niemniej ulotki zaliczyłam 🙂

    Praca w sklepie z roślinami owadożernymi

    I znowu taaaak, ciekawie to wspominam 🙂 To było juz na pewno po maturze, miałam rok przerwy przed studiami. I właśnie wtedy znalazłam ogłoszenie, że potrzebują sprzedawcy w sklepie z roślinami owadożernymi. Swietnie wspominam ten czas, uwielbiałam buszowanie w parnej szklarni z roślinami. W ogóle uwielbiam rośliny i to była moja wymarzona praca. Niestety, właściciele się wyprowadzili do niemiec, sklep zamkneli. Ale doświadczenie było. Czego nie lubiłam? Segregowania nasion. Nasionka roślin owadożernych są takie tyyycie, mniejsze niż piasek. I odmierz tu kilkanaście porcji po 50szt. Masakra!

    Hostessa

    Tutaj znowu mam problem ze zlokalizowaniem tej pracy w czasie. Kiedyś tam to było, załóżmy że za siedmioma gurami, za siedmioma lasami na Targówku w Castoramie 🙂 Tak, byłam hostessą i namawiałam ludzi na kupno taśmy malarskiej marki X. Bo ta taśma najlepiej się odklejała (i tutaj pokazywałam jak właściwie ją odkleić pod kątem 45 stopni bez odrywania farby! ^^ ). Ach to były czasy.

    Stylistka paznokci

    Ta praca na bank była już na studiach. Bardzo lubiłam kontakt z ludźmi, lubiłam upiększać damskie pazurki. Uczęszczałam na kursy, brałam udział w konkursach i wygrywałam też nagrody! 🙂 Wtedy był to rozkwit szalonych stylizacji i zdecydowanie mogłam się wyżywać artystycznie na łapkach moich klientek 🙂 A one jeszcze były za to wdzięczne. To były początki mojej drogi artystycznej. Wtedy to właśnie rozwijałam swoje poczucie estetyki, szaleństwa wyobraźni i technik przenoszenia tego na płótno ( w tym przypadku paznokcie innych kobiet). Pamiętam też sam początek jak zaczynałam. Jedną z pierwszych moich klientek była moja koleżanka ze studiów. Robiłam jej akryle, a liquid do akrylu wtedy jeszcze tak śmierdział, że mama nas wygoniła do piwnicy! 🙂 Niemniej koleżanka miała najmodniejsze pazurki w grupie na studiach! 🙂

    Pośrednik nieruchomości

    Idąc z duchem czasu oraz kierunkiem studiów podstanowiłam pracować w zawodzie już podczas studiów, ale nie tak jak koleżanki w urzędzie. Ja chciałam emocji! Stwierdziłam, że zostanę pośrednikiem nieruchomości! Wysłalam tylko jedno CV i zostałam przyjęta! 🙂 Nadal się dziwię jak moja wieloletnia szefowa wtedy nie uciekła z krzykiem na mój widok 🙂 Bo wyglądałam dziwnie. Juz wtedy wiedziałam że nie będę sie ubierać jak inni. Na rozmowę kwalifikacyjną rzyszłam w czarnych bojówkach z milionem kieszeni, tschirta nie pamiętam, ale na pewno był to tschirt bo nic innego wtedy nie nosiłam, włosy miałam kręcone z różowymi pasemkami, soczewki kontaktowe czarne no i paznokcie… paznokcie szpice z 5cm poza opuszek to one miały 🙂 Musiałam na tamte standardy normalności wyglądać przedziwnie. Oczywiście, w trakcie tej pracy się trochę dostosowałam, zaczęłam nosić garnitur i zmieniłam kolor soczewek. Ale inność została, to było nie do przeskoczenia. Praca była bardzo atrakcyjna zarobkowo, mogłam sobie na wiele pozwolić, spotykałam różnych ludzi, to było coś! Ha, mogła bym książkę napisać o pośrednikach! Oj co to za szalony zawód, szaleni ludzie i szalone pomysły by tylko sprzedaż i dostać tą prowizję z tyloma zerami 🙂 Ale w końcu wdarła się rutyna. Zaczęłam myśleć o czymś innym i nadarzyła się okazja porzuciłam ciepłą posadkę z samodwoniacymi do mnie telefonami.

    Sklep z akcesoriami dla psów

    Wiecie, ja kocham zwierzaki. I myślałam, że otworzenie i prowadzenie sklepu jest takie proste. Nic bardziej mylnego. Sprzedaż karm dla psów jeżeli nie ma się mega niskich cen nie jest atrakcyjna dla kupujących. Jest się jednym z wielu. Nie miałam nic oryginalnego, nie byłam unikatowa. W skrócie się to nie opłacało. Ruszyłam więc dalej.

    Właściciel restauracji

    Ten etap mojego życia traktuję do dziś jako moją największą porażkę życia. Kochałam karmić ludzi. Ale coś poszło nie tak. To właśnie dla gastronomii rzuciłam nieruchomości, zrobiłam książeczkę sanepidu i nauczyłam się wszystkiego od odtykania kibla poprzez robienie kawy i gotowanie w niewyobrażalnym tempie i jeszcze większej temperaturze. Gastronomia była i jest dla mnie pasją. Ale bycie szefem restauracji jest niesamowitą odpowiedzialnością niszczącą psychicznie jeżeli nie chodzi jak w szwajcarskim zegarku. To właśnie po tej pracy miałam załamanie nerwowe i ciężka depresję.

    Kierownik biura nieruchomości

    W momencie gdy ostatkami sił podnosiłam się po porażce gastronomicznej moja była szefowa z nieruchomości postanowiła otworzyć własne biuro i szukała kierownika. Idealnie pomyślałam! Cisza, spokój, ciepłe krzesełko. ego mi teraz trzeba. Zgodziłam się bez wahania! Praca rzeczywiście bardzo przyjemna, spokojna, wręcz monotonna. No i znowu po dojściu do siebie odezwała się moja wewnętrzna wariatka. NUDA krzyczała! Rusz dupsko, zrób coś!

    Fotograf nieruchomości

    I w momencie gdy moje wewnętrzne ja tak krzyczało bym się ruszyła nadarzyła się okazja sfotografowania nieruchomości. Ja już od wielu lat fotografowałam, nieruchomości również, ale nigdy to nie był mój zawód, raczej pasja z której się czerpało pieniążki, a w poprzednich nieruchomościach po prostu dodatek do prowizji pośrednika. Miałam sprzęt, kilka kursów za sobą. Pomyślałam czemu nie! No i złapałam bakcyla. To było to! Nie było siedzenia w biurze, znowu oglądałam niezliczone piękne wnętrza, którymi mogłam cieszyć oko, aparat i duszę.

    Artysta!

    No i finalnie jesteśmy tu gdzie jesteśmy teraz! 🙂 Mogę powiedzieć śmiało: JESTEM ARTYSTKĄ! Owszem, również fotografem ale moja dusza jest artystką z krwi i kości i kiedy nie tworzę potrafię wyć do księżyca. To również zasługa mojego kochanego męża. Nie raz są okresy gdy artysta siedzi i kontempluje nad nicością swego istnienia, a do gara włożyć coś trzeba. Wtedy to właśnie podporą domu staje się pracujący mąż, bo artysta jak wiadomo ma nieregularne przychody. Niemniej to, na jakim etapie mojej zawodowej drogi jestem bardzo mnie satysfakcjonuje. Nie mówię, że to się nie zmieni w najbliższym tygodniu bo poczuję inną wenę ale na tą chwilę uwielbiam to co robię 🙂

    No i tak to wygląda moja ścieżka kariery do momentu w którym się znajduję. Oczywiście mam pomysły rozwoju siebie, ale artysty w mej duszy nigdy nie utłukę. A wierzcie, próbowałam, nawet lekami! Nie da się. I myślę, że więcej tego zmieniać nie chcę bo to taka walka z wiatrakami 🙂 Nasze wewnętrzne powołanie zawsze zwycięży.

    A wy?? Zrobiliście już swoją spowiedź wykonywanych zawodów?? Jeśli tak to dawajcie linki w komentarzach, uwielbiam takie wpisy!!

  • Może również spodoba Ci się