Loading
  • USTALANIE GRANIC czyli jak nie dać się psu!!

    Kto ma psa to wie: jesteś zawsze, ale to zawsze testowany! Nie ma znaczenia czy stoisz czy siedzisz, czy jesteś zajęty czy właśnie myślisz “o niczym”. Jeżeli jesteś w obecności psa to jesteś testowany!
    Brzmi strasznie? Niekoniecznie po dłuższym przemyśleniu 🙂

    Pies jest zwierzęciem, który w jakimś stopniu postrzega swoja rodzinę jako stado. A jeżeli mówimy o stadzie to mówimy również o hierarchii. Nie lubię tego określenia stada i hierarchii ale świadomie chylę czoła i się kajam, że takie pojęcia istnieją. Nie lubię ich, ponieważ to wiąże się z w jakiś sposób z dominacją, uległością i prawami. A ja wyznaję zasadę równości, wzajemnego szacunku i braku terroru i mam wrażenie, że te dwa obozy ze sobą walczą i nie do końca zgadzają się poglądami.

    I tutaj muszę przyznać, że moja chęć bycia aniołem i do rany przyłóż osóbką odbija się często negatywnie na relacji z…. psem! Tak, tak, z własnym psem!

    I tutaj właśnie po krótkim wyjaśnieniu przechodzę do meritum tekstu: dawanie się psu. A to dawanie się psu jest właśnie ćwiczeniem asertywności w każdej sekundzie swego obcowania ze zwierzęciem. Bo pamiętaj człowieku: dasz się raz, to pies to zapamięta i będzie granicę popychał na swoją korzyść. Każdy psiarz wie o czym piszę.

    Może przykładzik 😉
    Jeśli zdarzyło wam się dać kawałek ciasteczka pieskowi koło stołu to masz jak w banku, że przy następnym ciastku będziesz miała psią mordę nad głową. Nie odpuści, będzie kombinował jak znowu dostać ciastka.

    No właśnie i tutaj wchodzi pojęcie asertywności. Tej cholernej asertywności w stosunku istotki tak słodkiej, maluśkiej i słodzuśkiej! O matko! Tutaj serce zaczyna się topić i rozpływać jak masełko w rondelku. Masakra!

    Niestety właśnie te nasze miękkie serca psiaki wykorzystują bezczelnie i bez żadnych skrupułów. Ba, rzekła bym nawet, że to właśnie w tych sytuacjach psy są terrorystami i agresorami z brakiem serca bo czyhają na nasze zmięknione miłością serduszka. A jak próbujemy się nie dać to zrobią te wielkie oczy głodzonego miesiącami pieseczka i co wtedy?? No klapa z asertywności!

    No właśnie, jak się nie dać?? Jak żyć Panie??

    Zdecydowanie najlepiej zacząć od początku!
    Jest to chyba najprostsza metoda czyli wypracowanie granic od samego pierwszego dnia gdy jest u nasz szczeniak. Niby brzmi prosto ale jeśli jest to nasz pierwszy pies to może być to bardzo problematyczne. Dlaczego?? Bo nie mamy doświadczenia! Dlatego tak ważne i na prawdę warto o tym trąbić na prawo i na lewo aby przygotować się do pierwszego psiaka! To tak jak przygotowanie się do pierwszego dziecka. Bo tak w ogóle to szczeniak jak dziecko 🙂 Tylko przy dziedzicu mamy kilka miesięcy by się przygotować gdy rośnie brzuch i gdy tak rośnie i rośnie i kobieta ma niejaką presje by wszystko przygotować na godzinę zero. A psiaka niby planujemy, ze będzie, niby jest świadomość, że będzie ale nie ma tego parcia. Dlatego ciężej jest zostać świadomym i przygotowanym właścicielem pierwszego psiaka 🙂
    Wniosek?
    Przygotowujmy się za wczasu!
    Ale że co??
    Ano to, że zainteresujmy się hodowlą, w której ma przyjść na świat nasz szczeniak! Bo szukanie szczeniaka na OLX to już jest stanowczo za późno.
    Powinniśmy znać hodowlę, z której weźmiemy szczenię, musimy wiedzieć jak była badana suka która urodzi nasze szczenię! To jest podstawa, bo informacja o badaniach daje nam multum informacji! Mówi głównie to jak hodowca troszczy się o zdrowie swoich psów! Mówi, że mamy szanse na zdrowe szczenię, a nie kinder niespodziankę z wadami wrodzonymi, które ujawnią się po kilku latach! Znajomość hodowli to informacji jak szczeniaki są socjalizowane, przetrzymywane. To jest strasznie ważne. Porównała bym to do badań prenatalnych gdy jesteśmy w ludzkiej ciąży.
    Gdy poznajemy hodowce i hodowlę to jest właśnie tez czas na rozmowy w domu. Zapisujmy swoje wnioski. Ustalmy czy może wchodzić na stół, czy leżeć na kanapie. Bo każda taka decyzja odbija się potem właśnie w postaci przesuwania granic na psa. Aby nie było sytuacji, ze ustaliliśmy, ze pies może leżeć na kanapie a po tygodniu leży już na naszych kolanach albo na naszej głowie!

    I ja tu nie żartuję. Tak wygląda przesuwanie granic! Dokręcanie śruby właścicielowi i co pies może zrobić więcej! I to będzie w każdej chwili gdy okażemy słabość wobec słodziasznego psiaczka.

    Zdecydowanie ciężej sprawa wygląda gdy pies już ma wypracowane swoje zwyczaje, które nas wkurzają.

    Niestety, gdy pies żebrze do pożygu jest to nasza wina nie utrzymania granicy. Gdy damy raz, pies to wykorzysta następnym razem.
    Oczywiście, wyjście jest jedno i całkiem proste w teorii: nie dawać więcej w niewygodnej nam sytuacji. Czyli jak będziesz jadła kolejne ciastko to po prostu nie patrzeć na te wielkie, głodne oczy!
    Proste? Oj nie! Ja wiem, że pies umie wpływać na nasze emocje, zwłaszcza na współczucie! Współczucie, ze on tego ciastka nie jje, a ty się właśnie opychasz cukrem! Ależ wyrzuty sumienia! Tak to właśnie działa. Niestety.

    I tutaj nakreślę Wam bardzo ważną rzecz: ZDROWIE! Zdrowie psa! Niestety, ale jedzenie które jemy my nie zawsze jest zdrowe też dla naszych zwierzaków. Zastanówmy się na tym, czy naszym współczuciem wielkich oczu nie trujemy właśnie własnego psa! To powinno należycie dawać do myślenia.

    Ja wiem, czepiłam się tego tematu jedzenia. Ale granic przesuwanych przez psy jest wiele innych: ciągnięcie na smyczy? Ciągnie bo właściciel nie postawił granicy, ze nie wolno ciągnąć i tego psa nie nauczył. Szczekanie pod drzwiami? Szczeka bo właściciel nie nauczył, że się nie szczeka albo kilka razy pozwolił na burkniecie pod drzwiami. I pies tą granicę przesunął i dostosował zachowanie człowieka na swoją korzyść.

    Ale wszystko, wszystko jest do naprawienia! Wystarczy tylko chcieć 😉 (a to jest najtrudniejsze!)
    Trzymam kciuki za Was ludki, za wasze sukcesy wychowawcze w życiu z psiakiem!

  • Może również spodoba Ci się